FANDOM


Nowa gwiazda – pierwszy odcinek serii Legendarna Jedenastka. Jego autorem jest użytkownik Kinter1.

Informacje Edytuj

Treść Edytuj

Mark Evans - legenda footballu. W ciągu całego swojego życia zajmował się jednym - piłką nożną. Po ukończeniu szkoły poszedł wyżej. Pojawił się w japońskiej drużynie. Dzięki jego świetnym obronom, nie przegrali żadnego meczu w historii, a ponadto było bardzo niewielu, którym udało się strzelić choćby karnego. Później, na emeryturze zajął się szkoleniem nowych pokoleń. Utworzył naprawdę wiele drużyn Inazuma, wszystkie osiągały wysokie miejsca. Bardzo dużo dzieci poznało takie ruchy jak Boska Ręka.

Mark stanął przed budynkiem. Była to jego stara szkoła. Ostatnio był tutaj, gdy był dzieckiem. W tej chwili, ma już przeszło 70 lat. Wybiegło w jego stronę dużo dzieci. - Huh, już jestem tak głuchy, że nie słyszę dzwonka? - zaśmiał się. Wszedł do środka. Było tu tak samo jak zawsze, tylko trochę nowocześniej. Po chwili od razu podbiegło do niego kilku uczniów. - Hej, chłopaki! Popatrzcie! To mistrz, Mark Evans!

Mimo, że staruszek trochę się zmienił, osiwiał od ostatniego meczu to nadal był rozpoznawalny. Bardzo się cieszył z tego powodu.

- Witajcie. Dzieciaki, jesteście piłkarzami? - przykucnął.

- Tak! - wyskoczył jeden z nich - Nazywam się Markus i jestem liderem naszej paczki. Mamy nadzieje kiedyś stać się szkolną drużyną, ale... - przerwał - Jest nas zbyt mało. Tylko ja, Angus, Mark i Kinter.

Chłopaki przywitali się z Evansem.

- Chętnie wam pomogę. - odezwał się.

- Naprawdę??

- Tak. Po to właśnie tutaj przyszedłem - Mark Evans zaśmiał się i dodał: - To na jakich pozycjach gracie?

- Nie mamy dobrego składu... Ja jako jedyny jestem na ataku, chłopaki na obronie, jeden z nich na bramce...

- Na szczęście, zacząłem się już tym zajmować. - powiedział Mark Evans. Wyciągnął z kieszeni plakat. - Czy chcecie należeć do Inazumy Raimona? Dyretor już się zgodził. Według niego to świetna reklama dla szkoły.

- Jasne! - chłopaki wzieli do ręki plakat. Jednego z nich zabrakło. - Hej, nie było was czterech? - zdziwił się staruszek. Magnus rozejrzał się dookoła. - Tak, brakuje Kintera. Ale on już taki jest. Nieśmiały... A co najgorsze, w dzieciństwie został niemową i... Rozumie pan?

- Tak. Jestem w stanie to sobie wyobrazić. Już w moim stanie... - zaśmiał się - Przyjdźcie na stadion jutro rano, poćwiczymy i utworzymy grupę. A jak na razie... Do zobaczenia.

- Do widzenia panu. - Cała trójka chórkiem pożegnała staruszka.

- Ciekawe dzieciaki. Mam nadzieje, że nie będzie mi się tutaj nudzić w czasie emerytury. - pomyślał. Idąc do domu, zobaczył leżący na ziemi urywek z gazety. Bardzo stary.

Wyciągnął okulary by mu się lepiej przyjrzeć. Nagłówek brzmiał, co go bardzo zdziwiło: Piąta Inazuma króluje!

Zupełnie nie pamiętał takiej nazwy. Gdy przyjrzał się gazecie odnalazł datę. - W tym czasie mojego dziadka nie było jeszcze na świecie! - zdziwił się - Piąta Inazuma? Trzeba to sprawdzić. Były piłkarz poszukał informacji w bibliotece. Znalazł wiele starych gazet i zapisków. Po krótkim czasie, znalazł wystarczająco na początek. - Ile tego było! - zdziwił się - Według tych informacji, pierwsza Inazuma żyła wieki temu, jakieś 400 lat, przed naszymi czasami, 300 lat przed urodzeniem mojego dziadka. Zobaczmy... Piąta Inazuma... Czwarta Jedenastka... Inazuma Raimona III... Srebrna Inazuma i... Legendarna Jedenastka! To niesamowite!

Gdy przeglądał zapiski, przyglądała mu się jedna bibliotekarka. Podeszła do niego i zaczęła szeptać - Widzę, że interesujesz się wczesnymi Inazumami... Mam coś ciekawego, jeżeli tylko tego chcesz. Mark Evans poszedł za bibliotekarką. - Czemu mi to pokazujesz? - spytał zainteresowany. Kobieta wprowadziła go do małego pokoju. - To samo zrobiła moja babcia dla twojego dziadka. - odpowiedziała. - Mamy tu wszystkie informacje na temat pierwszego i następnych zespołów Inazum. - wyciągnęła jedną teczkę i pokazała starcowi. - To twoja drużyna, Jedenastka Inazumy z czasów, gdy ty byłeś bramkarzem. Było tu wszystko, od zapisków w gazetach po szczegółowe informacje o zawodnikach. - Trzymaj. - podała mu inną teczkę. - To jest Legendarna Jedenastka, pierwsza drużyna Inazuma. Może cie to zaciekawić. W Marku Evansie obudziła się dziecinna ciekawość, którą zdawało mu się dawno stłumił. - Pokaż to! - wyrwał jej pliczek dokumentów z rąk. - To głównie kopie i ksera, tyle czasu by wszystko nie wytrzymało... - starzec jednak już nie słuchał, był zajęty przeglądaniem kartek. - Może wyjdź stąd i obejrzyj to na stole w czytelni... Mark przebudził się. - Tak, oczywiście. - Już w drodzę z zaangażowaniem oglądał wszystkie zapiski. - Legendarna Jedenastka to pierwsza grupa utworzona w szkole, teraz znanej tytułem Raimona... Zająłem się lekturą. Było tu wiele interesujących informacji, przykładowo jeden z ich meczów...


- Wilson, podaj do mnie! Blondyn wykonał podanie do kolegi z drużyny. Byli to Jack Wilson i Edmund Seven. Piłkarz napastnik wyrzucił piłkę do góry i kopnął z taką siłą, że bramkarz nie miał najmniejszych szans. - Oto NISZCZYCIELSKI GRZMOT! - Trzy do dwóch! Hat-trick! Sędzia odgwizduje przerwę, była to wspaniała pierwsza połowa dla Legendarnej Jedenastki. Jest to ich pierwszy mecz w pełnym składzie. Pojawił się wśród nich tzw. Niszczyciel czyli napastnik David Anderson.

- Świetny atak, Edmund. - pochwalili go koledzy. - Jak ty to robisz?

- Bez przesady, to nic wielkiego...

Sprzed wszystkich wyskoczyła kapitan, Jackie. - Świetny gol i kropka. Ten Hat-Trick da nam zwycięstwo nad drugą drużyną naszej szkoły. Teraz trochę zmienimy. Ściągamy atak na rzecz obrony. Nie można dopuścić porażki! To nie takie proste w tej sytuacji, musimy chronić bramkę.

- Tak jest, pani kapitan. - zażartował Felix. Był środkowym obrońcą.

- Bez wygłupów... Edward! Zmieniam ciebię. Wystarczy już, pokazałeś dzisiaj klasę.

- Jasne. - uśmiechnął się. - Będę kibicował z trybun! Jak strzelicie jeszcze gola, będę z was dumny.

Koniec przerwy. Gracze wyszli na boisko. W Legendarnej Jedenastce wygląda to następująco:

Nr. 1 - Bramkarz - Louis Evans

Nr. 4 - Lewy Obrońca - Esechiel Moore.

Nr. 5 - Środkowy Obrońca - Felix Steward.

Nr. 7 - Prawy Obrońca - Samuel Fransis.

Nr. 8 - Skrzydłowy - Mat Fusion.

Nr. 9 - Skrzydłowy - Eliash Tower.

Nr. 10 - Pomocnik - Osborne Timon.

Nr. 11 - Pomocnik - Jack Phantom.

Nr 13 - Pomocnik - Jack Wilson.

Nr 15 - Napastnik - Jackie Moore.

Nr 16 - Napastnik - Miranda Aushwirtz.

Ich przeciwnikami jest drużyna Katakumby. Liderem drużyny, Merlin Typhoon.

- Poddajecie się już? - spytał z samego początku Jackie.

- Chyba śnisz. Jak na razie, wygrywamy.

Mecz rozpoczynają Katakumby. Rozgrywający Jackson Wildwood podaje do Napastnika Erica van Goosa, który ofensywnie atakuje bramkę. Wykorzystuje ruch zwany Magnetyczną Rozwałką, gdy podkręca piłkę tak mocno, że przelatuje dookoła obrony i trafia pod jego nogi. Wygląda na to, że będzie strzelał... Jednak nie! Podał do Mata Corningtoona, który używając Wilczego Susu atakuje bramkę.

Akcja powiodłaby się, gdyby nie Esechiel Moore, który w połączeniu z Felixem Stuwardem tworzy Wysoką Ścianę. Felix odrzucił Esechiela tak wysoko, że ten odebrał piłkę i podał do Eliasha Towera. Piłkarz biegnie. Jednak, naskakują na niego Gregory i Sam Towardingowie, bracia pomocnicy. Nic nie osiągają w porównaniu do Eliasha, który techniką Wysokiego Lotosu podrzuca piłkę tak wysoko, że odebrać ją może tylko lecąca już do góry Jackie. Strzał i... Niestety. Devon Johan Frederik Nußbach broni swoją Boską Ręką.

- Boska Ręka... - powiedziała zawiedziona Jackie - A było tak blisko...


- Boska Ręka! - Mark zdziwił się i popatrzył na siebie - Boska Ręka nie należała do Inazum!

Przejrzał informacje. Mecz skończył się wynikiem 3:3, nie udało im się wbić gola przez Boską Rękę. Ten bramkarz był legendą, ale u siebie, w Niemczech.

Mark Evans oglądał wszystkie te informacje z otwartymi ustami. Po prostu ciężko mu było uwierzyć w to wszystko, co tu zobaczył.

- Pierwsze ciosy, szczegółowe informacje o zawodnikach, magazyny, w których się pojawili... - było to po prostu nie do pomyślenia, że tak wiele informacji jest schowanych na zapleczu biblioteki tylko dla wtajemniczonych. - ... Są tu nawet drzewa genealogiczne wszystkich graczy... Czekaj... Co!?


- To niemożliwe, by to była prawda... A ja nic nie wiedziałem? - Willa Sharpów stała tam, gdzie zawsze. Po tylu latach Jude nie zmienił swojego dzwonka przy bramie. Po krótkiej chwili oczekiwania, na ekraniku pojawił się drugi starzec, wyglądał lepiej od Evansa. Jednak, miał na sobie gogle, które nosi już chyba od urodzenia.

- Widziałem jak biegłeś stary pierniku. - powiedział Jude. - Zdaje mi się, że wiem po co przyszedłeś.

Po chwili, dwóch przyjaciół z dzieciństwa spotkało się w mniejszym pokoju. Zza drzwi słychać było wrzaski małych dzieci.

- Oczywiście. - Ciszę przerwało słowo z ust Jude'a.

- Słucham? - Choć mogły się one wydawać sensowne właścicielowi domu, jego przyjaciel nie zrozumiał.

- Tak, to moja sprawka. - zaczął się tłumaczyć - Ale wiedz, że dowiedziałem się o tym przypadkowo. Nikt przecież nie dostaje się na zaplecze biblioteki nieproszony.

- Dokończyłeś drzewa genealogiczne. I jedna część należy do twojej rodziny. - stwierdził Mark.

- Taaak... Prababka Jackie... Jeszcze przed tym słyszałem, że grała w piłkę. Nie wiedziałem, że była kapitanem pierwszej z Inazum...

- To miło... Ale czemu nam o tym nie wspomniałeś?

- Pfff... I tak byś nie uwierzył...

- Uwierzybym! - nalegał Mark Evans - Mów!

- Ehhh... Evans, będąc na końcu swojego życia, nic sie nie zmieniłeś. A więc dobrze. Zakazała mi wyjawiać tej tajemnicy bibliotekarka. Nie wiem, jak to możliwe, ale ona wiedziała, że przyjdziesz. Gdy podbiłeś poważny wiek, nawet założyłem się z nią o to, że nie dotrzesz... A jednak! - zakaszlał - Wiedz, że już nie żyje. Ale była dziwnie tajemnicza.

- Co masz na myśli mówiąc - tajemnicza?

- Nie wiem... Tak po prostu. - zaśmiał się Jude. Śmiech przerodził się w dosyć silny kaszel.

- Tato! - podbiegła do niego młoda kobieta - Chodź, dam ci leki.

Jude Sharp wstał powoli, starość dawała się już mu we znaki i ciężko mu było spokojnie wstać.

- Na koniec... - dodał - wykorzystaj dobrze nową wiedzę. Słyszałem, że formujesz drużynę?

- Tak... - powiedział Mark. Jednak, nie chciał wykorzystywać czyiś ruchów. - Pomyśle nad tym. Do zobaczenia, Jude.

- Miejmy nadzieję.

Wychodząc, Mark zobaczył dwóch chłopców na dworze świetnie grających w piłkę.

- Widać, wnukowie samego Jude'a. - pomyślał - Świetnie ich wytrenował...


Dzień później, rano.

Mark Evans był w wyśmienitym nastroju. Czytał co nieco o wzlocie Legendarnej Jedenastki i był gotów na pierwszy trening z drużyną. Gdy przybył do miasta, zamieszkał chwilowo w domu swoich wnuków, tym samym, w którym mieszkał, nim pojechał w świat. Wstał wcześnie rano, zjadł śniadanie, wziął prysznic i przyszedł na boisko. Czuł, że będzie to niezwykły dzień.

Przyszedł pierwszy, jeszcze nikogo nie było.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki